Who is watching me... :)

piątek, 19 września 2014

jeśli milczę...

... dłuższy czas, znaczy to że nad czymś ślęczę... tiaaaa;)
Czyli zaległości w publikowaniu nowości rosną. 
Ale przejdźmy do rzeczy. Po pierwsze rzuciłam się w wir przemalowywania domowej przestrzeni, ponieważ odkryłam farby kredowe marki Annie Sloan. Farby są bardzo przyjemne moim zdaniem, można puścić wodze fantazji i metamorfozę "graciarni" przeprowadzić w tri miga. ;)
Ale ja nie o tym, raczej nie będę publikować zdjęć z malarskich projektów, chyba że będzie zapotrzebowanie na szczegółowe podzielnie się spostrzeżeniami oraz uwagami. Póki co daruję sobie temat, jest wiele blogów i miejsc poświęconych tym specyficznym farbom. Jednak jeśli są chętni na mój osobisty osąd, proszę o wpis w komentarzach, przygotuję stosowny wpis i fotki z przeprowadzonych przeze mnie metamorfoz.
Przechodzę do sedna, czyli co mnie fascynuje aktualnie, hihi ;) Płodozmian we mnie krzyczy i nakazuje zanurzyć się w NOWE. :)
No i tak jakoś wyszło , sama nie wiem skąd, że zapragnęłam robić lale kolekcjonerskie oraz lale Waldorfskie. Pociąga mnie cała filozofia związana z pedagogiką waldorfską, zabawki szczególnie, ponieważ jest to wyzwanie jak dla mnie stworzone wręcz: pojedyncze , indywidualne projekty, każda "sztuka" niepowtarzalna, tworzona "w rękach" bez szablonów i wzorów, dopracowane na maksa szczegóły. O samej technice i materiałach do tworzenia lal napiszę przy okazji. Dziś chcę się podzielić z Wami czymś cholernie osobistym. Otóż dumałam dlaczego właśnie lalusie mnie wołać zaczynają, dlaczego odchodzę od biżuterii jako głównego zajęcia, dlaczego teraz właśnie? Odpowiedź przyszła szybko, z mego wnętrza... W tym roku obchodzimy z małżem okrągłą rocznicę ślubu, wychowaliśmy 2 dziś dorosłe już córki. Dla mnie dzieci są i były motorem, motywacją, całym światem. Były i są wciąż, ale zatęskniłam do świata małych dziewczynek... Zatęskniło mi się do szycia, dziergania , plecenia włosków. Ehh... Zapragnęłam "dawać życie" istotkom szmacianym, wypełnionym owczym runem, zapragnęłam formować buźki, nadawać kształt i wymiar czemuś, co być może jakieś dziecko będzie tuliło w swych rączkach. Zapragnęłam tworzyć lale. Dziś zajawka mojej "pierworodnej" lali w stylu waldorfskim. Oto Mimi. Jest uszyta w całości, w tej chwili kompletujemy odpowiednią garderobę.
p.s. nie wiem jak temat lal się rozwinie, zapewne powinnam założyć tematycznego bloga, ale daję sobie jeszcze na to chwilę. Proszę o słówko komentarza, czy sensowne będzie zakładanie nowego bloga, czy nie rozdzielać spraw? Do tej pory u mnie miszmasz się pojawiał, bo stosując się do "brzytwy Ockhama" nie mnożę bytów ponad konieczność. Jednak tym razem mam wątpliwości czy może taka konieczność nie zachodzi? ;) Serdeczności. :)







7 komentarzy:

  1. Ja tam bym chciała zobaczyć mebelki, bo... właśnie testuję Annie Sloan i jestem zachwycona :) Cudna lala, ale u Ciebie nie może być inaczej...

    OdpowiedzUsuń
  2. Pyszna lala. Na blogu jak zwykle wielki urok i spokój <3
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna ta lala i ile pracy.Gratuluję

    OdpowiedzUsuń
  4. Lali się u Ciebie nie spodziewałam :-)
    Urocza!

    OdpowiedzUsuń
  5. Slicznie Ci wyszla!!! Ja uwazam ze zawsze trzeba probowac czegos nowego i sama mam 100 pomyslow na minute :) Jesli chodzi o lale to ja zawsze jestem na TAK :D Oh ja tez jestem ciekawa remontow :) buziaki

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna lala i nowe hobby! Ja bym osobnego bloga nie robiła jest anya art więc art do wszystkiego a takie lale to jaki art:)
    Dwie dorosłe córy są to i wnusie kiedyś się pojawią więc będzie kogo obdarować lalami i komu zaplatać warkoczyki:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Już się boję, że się zarażę ;-) Moje skromne zdanie: nie rozdwajaj bloga, bo będę miała zeza rozbieżnego (art to art, łącznie z lalami), a wpis o doświadczeniach z AS chętnie przeczytam. A co do lali, widzę że ciuszki się kroją - czekam na pełną sesję :D
    Uściski Aniu!

    OdpowiedzUsuń