Who is watching me... :)

poniedziałek, 6 maja 2013

w roli głównej...

... muszla Paua. Kocham to przenikanie barw, lśniący blask, niepowtarzalność rysunku oraz kolory występujące w macicy małża zwanego "uchowcem". Jak wyczytałam, ze względu na opalizujące barwy: niebieską, zieloną, fioletową, zielonożółtą - zwany jest morskim opalem, co zdaje się być bardzo trafnym określeniem. Poza tym jak wiadomo masy perłowe mają niezwykle korzystny wpływ na kondycję i wygląd naszej skóry - więc same pozytywy płyną z noszenia jej na sobie w postaci biżuterii. Hmmm, powiem że na rękodzielniczkę wytwarzającej ową biżuterię, muszla ma również niezwykle pozytywny wpływ... ;) Zatem, przyjemne z pożytecznym przedstawiam: naszyjnik z muszlą Paua na nośniku z lapis lazuli.
p.s. wciąż dzielnie walczę z deprechą oraz z nieustępliwą rwą za pomocą pracy, rzecz jasna! ;)