Who is watching me... :)

poniedziałek, 7 maja 2012

bez presji, czyli powrót luzaczka... ;)




 Muszę stwierdzić obiektywnie, że lubię pracować,eksperymentować, wgryzać się w nowe techniki - ale wyłącznie wtedy, kiedy nie wisi nade mną "mus". Nie cierpię musa! Lubię pracować swobodnie, bez jakiejkolwiek presji. Czasem tak się "daje", czasem tylko: "niekiedy udaje". ;) Tym razem miałam komfort stuprocentowy. Zrealizowałam pomysł na długaśśnisty naszyjnik,(130cm),prosty w formie, z tekstylnym kwiatem w centrum. Jest to tzw. "sutasz wielofunkcyjny", pamiętacie moje nieszkodliwe zboczenie w temacie dopinania, przepinania, tworzenia z bransolety naszyjnika, z broszy, medalionu? Zatem ten oto "delikwent" przynależy do "gatunku". Jest to naszyjnik "długaśśnisty" z kwiatem. Kwiat można odpiąć - tym samym otrzymujemy "zabójczo fioletową broszę" z pięknej jedwabnej tafty zdobioną sutaszem i frywolitką. Naszyjnik bez kwiatu wygląda również fajnie bardzo. ;) Długi pewnie do pępka, oszczędny w formie za to kolorystycznie efektowny, kolory moje - kocham to zestawianie po prostu!ehhh. Obfocenie tych gabarytów problematyczne - namęczyłam się żeby długość pokazać, mam nadzieję że coś na fotkach widać? ;)
Poza tym, w ramach trwającego eksperymentu z miedzią, zrobiłam bransoletę z awenturynem. Wszystkie elementy metalowe wykonałam "tymi ręcami"!;) Boziuuuu, jak cudne to uczucie móc zrobić własnoręcznie elementy do wymyślonej przez siebie kompozycji! :) "Cegiełki" miedziane "przyprószyłam " emalią do metalu, którą dostałam od niezastąpionej Ani . , zapięcie również wykonałam od podstaw sama! Wyciąć środkowy otwór było dość ciężko, nie wspomnę nawet do jakich karkołomnych wyczynów dochodziło podczas "produkcji" owego... ;) Efekt końcowy mnie osobiście zadowala i powiem szczerze - jara po prostu!!! ;) 
A wszystko tak fajnie się składało, szyło i cieszyło , bo bez przymusu, w tle piękna wiosna.... ehhh fajnie... Czego Wam i sobie życzę, oby ten stan upojenia duchowego trwał i trwał. :) Buźka!:*