Who is watching me... :)

sobota, 5 marca 2011

na luzaczku...

Dziekuję serdecznie Wam  Wszystkim za ciepłe komentarze!:))) Bez zbędnych słów : pomogły, podniosły na duchu, dodały odwagi, uskrzydliły... :)))
Naprawdę - jeszcze raz - dzięki wielkie!!! :) 
Postanowiłam troszkę się zdystansować, wyciszyć, "nie dać się zwariować" i wiecie? Pomogło!:) Zaczynam pozbywać się rzeczy, które mi przeszkadzają i trują organizm, do łepetyny dochodzą myśli , że wcale nic nie muszę i robię swoje po malutku. Co zadziwiające, takie myślenie przynosi natychmiastowe efekty w postaci zwyżki psychicznej! :) 
Niesiona pozytywną falą, naszyjnik "na luzaczku" uszyłam. :)  
Do kompletu z kolczykami, które już sprzedane de facto z bransoletą. Kolczyki uległy rozdwojeniu, ponieważ zostałam poproszona o  przerobienie zapięcia i aby uniknąć rozbebeszania - nową parę uszyłam dla klientki, a te zostały u mnie. Zatem pretekst do stworzenia nowego kompletu - tym razem z naszyjnikiem jak znalazł. ;)
Aaaaa - zapomniałam dodać, że naszyjnik jeszcze czeka na zapięcie, czyli mała robótka przy nim jeszcze czeka mnie! ;) 
Pozdrawiam słonecznie bardzo, czego wszystkim z całej mocy życzę! ;)