Who is watching me... :)

piątek, 9 kwietnia 2010

toż to anemon, jako żywo... ;)

Tym razem mi się udało.... To znaczy Szanowny Właściciel (mnie) orzekł : " ooo, to ANEMON..." Ale zanim... hmmm
Postanowiłam ufilcować kwiata , broszkę dla teściowej na urodziny ( w samiutkie Święta w tym roku przypadające). Przeważnie "działam " wieczorową porą.  Mąż widzi coś tam w początkowej fazie , no i rano efekty podgląda , kiedy u mnie noc , czyli gdzieś tak ok. 7 rano... Tym razem zabrałam się jakoś wcześniej do dzieła. Muszę powiedzieć , że "właściciel " (mnie) minę miał niezłą, kiedy zobaczył jak placek jakiś mizerny wałkuję na folii i jakieś niteczki dokładam i w misce flaka moczę... nic się nie odezwał... poszedł lulu... A ja jeszcze trochę "obrzydlistwo"  pomęczyłam...  Rano pytanie "pana" :  "co, nie wyszło?" Zdziwienie w cudnych oczętach męża???  -  BEZCENNE!!!  No i już wiadomo , że : "TO ANEMON"!!! ha, ha  ... Czyli po 25 latach małżeństwa da się męża jeszcze zaskoczyć czymś...
Jutro wrzucę fotki z pasmami ufarbowanej nici do frywolitek... Kurcze jaram się  jak głupia , jak to fajowo wychodzi! :)  Dzięki  Patrycjo  za kursik! :) Buźka! :) :) :)