Who is watching me... :)

wtorek, 25 sierpnia 2009

Za płotem, czyli po sąsiedzku art. :)






Parę dni temu przyszła do nas, (a konkretnie do mojego osobistegoTŻ), sąsiadka a sprawach Wspólnoty Mieszkańców. Pilnie po mojej "graciarni' się rozejrzała i decupażowe conieco rzuciło się jej w oczy, więc pokazałam jej co jeszcze leży tu i ówdzie. Zrobiło wrażenie , muszę przyznać... :) Dodam, że w okolicy uchodzę za "nieszkodliwą wariatkę", która to : " w domu ciągle siedzi zamiast pod domem z sąsiadkami na kawusi i ploteczkach, a to filozofię studiowała ( a po co to, nie wiadomo?), no i do 3 nad ranem "światło pali"... Teraz się Pani rozjaśniło, że "siedzi " i coś dłubie.Wyraziłam chęć zrobienia jakiegoś drobiazgu w prezencie. Nastepnego dnia przyprowadziła delegację na oglądanie i fotek komórką napstrykała. :) Przyniosła stary, porcelanowy dzbanuszek do renowacji , od siebie zrobiłam jeszcze "kurzą" doniczkę ponieważ moja puszka "chicke'n'roses" wzbudziła zachwyt. Mam nadzieję, że się spodoba to, co "za płot, czyli po sasiedzku" wywędruje... :) Pozdrawiam nowe i "stare" osóbki , które u mnie goszczą :)





17 komentarzy:

  1. Świetna ta ,,kurza,, doniczka. Nie dziwi nic, że Twoje prace wzbudzają zachwyt ... i na 100% (i więcej) to co ,,za płot,, się spodoba.
    Też nie mieszczę się w stereotypach ... ale co mi tam.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha ha ha, ale się usmiałam się z tej historii :D
    no widzisz, teraz bedziesz BARDZO popularna wśrod tej ławkowej starzyzny. I lepiej uważaj bo będa Ci w okna zaglądać i zdjeciach komórkami pstrykac. A tak to widzisz, taka to polska mentalność. - Sasiadów zawsze interesuje zycie czyjeś byle nie swoje. A plotów na ławce nie żałuj, bo to czas stracony, "przepierdzany" jak my to mówimy. Ja i moja mama tez to nich nie należymi, czyli jestemy "dziwakami". Takich samych "radnych" mamy pod blokiem w Pl. Wcalę za nimi nie tęsknie. Wcale a wcale. Ha!
    Doniczka kogutkowa jest swietna!!! Sama bym jej zdjecia pstrykała :D LOL

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś czuję, że parę z nas to takie co, zaszufladkować się nie dają... Co do "ławkowców", to specjalność mojej okolicy , ale widać że i Martusia je zna również i Danusia... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. wysłałam do Ciebie maila :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. No moja droga kury wyszły fantastycznie:))) Słoiczek też super:) No to masz nowy rynek zbytu:D

    OdpowiedzUsuń
  6. wow! udało sie! zmieniłas tło! make-over na blogu :D super! teraz juz mozesz sobie zmieniac tła ile Ci się tylko podoba :)
    a banerek na gorze to powiem Ci, ze sobie fajny wstawiłas, pasuje tu, taki klimat rustykalno-kuchenny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ha! cieszę się jak dziecko, dziękuję Martuś ! A banerek to : na moim stole ( czyt. - "warsztacie")widoczek... :) (i kawa dobra element nieodłączny - zapraszam!)

    OdpowiedzUsuń
  8. piekne jest to zdjecie, wiesz, tak sie mu przygladam, pasuje do Ciebie, pasuje do Twojego bloga, pasuje do tła. apetyczna kawa, dekupażowe wyroby, poranne słonće, jest w nim jakis spokoj, romatycznosc i ludowosc, jednym rustykalna sielanka, rewelacja, nie zmieniaj go, jest swietne!

    OdpowiedzUsuń
  9. i co ja mam napisać jak już wszystko zostało powiedziane...
    Miód, cud i malina... ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. cudnosci natworzylas :) A to zamieszania narobilas w sasiedzkim gronie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. JEJKUUUU, jakie piękne kuroszki :) o matko... marzy mi się żeby cioś zacząć, ale jeszcze na ten lakier zbieram ... i jakoś cięzko idzie, bo musieliśmy nabyć suszarkę do prania, to się oszczędności moje rozeszły w mgnieniu oka... a jak znów coś mi wpadło, to zrobiłam candy :) ale w końcu za 3 mies. gwiazdka, więc będę trąbić tu i ówdzie do Mikołaja o lakier :) bo zamarzyły mi się kolczyki i wisiorek zrobiony tą metodą... i w ogóle mam tyyyyleee tych serweteczek od Mamuśki-73... że aż wstyd, że jeszcze nic nie zrobiłam :/

    BUZIAK!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. gdy to przeczytałam : "Dodam, że w okolicy uchodzę za "nieszkodliwą wariatkę", która to : " w domu ciągle siedzi zamiast pod domem z sąsiadkami na kawusi i ploteczkach, a to filozofię studiowała ( a po co to, nie wiadomo?), no i do 3 nad ranem "światło pali"... Teraz się Pani rozjaśniło, że "siedzi " i coś dłubie."

    to normalnie pomyślałam, że to o mnie... bo ja nigdzie nie wychodzą... tylko siedzę w domu i po nocach coś tam wytwarzam...

    dodam, ze jestem totalnie aspołeczna (bo jakos nie rajcują mnie ploty z całego osiedla, ani towarzystwo innych matek, które porównują nasze dzieci do swoich i takie tam... o i ja patrzą na nas tak... inaczej, bo nie mamy auta, dziewczynki chodzą w używanych ubraniach, poobdzieranych butach na podwórku... a na co im lepsze do zabawy?) ehhh... i tak nie porozumiem się z nimi... kurcze, a za rok muszę iść do pracy... to dopiero będzie katorga...

    OdpowiedzUsuń
  13. Powiem , że widywałam już dzieci z tzw."bogatych domów" w używanch ubrankach! To chyba nic złego, wydaje się nawet bardzo logiczne,oszczędzjące energię i czyjąś pracę. Skoro dana rzecz nie jest zniszczona, to może z powodzeniem komuś jeszcze posłużyć. Jak się zniszczy, to się wyrzuci i tyle.Uleganie presji kupowania i otaczania się bez umiaru szmatkami i rzeczami zbędnymi też jest jakąś formą uwikłania w konsumpcjonizm... Po co nam aż tyle(!?) , ważne żeby nie dać się zwariować. Jeśli możecie (i chcecie) żyć bez samochodu, to macie do tego święte prawo!!!
    Co do obawy przed pracą i porozumieniem - to wystarczy się otworzyć troszkę na ludzi, założę się , że jakaś pokrewna dusza się zawsze znajdzie i będzie dobrze... :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. na pewno masz rację, moja Droga... staram się włąśnie nie ulegać żadnym presjom... jesteśmy "dziwakami" mój mąż wiecznie wykręca się od "piwka z sąsiadem", ja nie bardzo czuję się w towarzystwie, gdzie na językach jest każdy, kto się tylko nawinie... nie dla mnie takie imprezy... jesteśmy odludkami, żyjemy we własnym świecie... bliższe mi jesteście WY- Blogowiczki, niż moje sąsiadki :)

    nie mamy TV, bo się zepsuł jakieś 2 lata temu prawie i nie kupiliśmy nowego... bo oczywiście nie było za co... i nie mamy TV wcale, Dziewczynki oglądają wieczorynki z internetu... internet wystarcza nam w zupełności, ale dla wszystkich dookoła to jest jakieś zacofanie - nie mieć telewizora :) ... Moje Dziewczynki umieją cieszyć si z drobiazgów, z lizaka, słodkiej drożdżówki, ulubionego owocu, ładnej gumeczki do włosów, wydrukowanej kolorowanki, nożyczek :) - o zrobionych przeze mnie upominkach nie wspomnę... mało takich dzieci w ej chwili jest- wciąż tylko chca jakieś gadżety z ulubionych bajek, co roku coaz to wymyślniejsze prezenty na urodziny, Gwiazdkę... my nie mamy tego problemu... :)

    jak Julia coś zapragnie, to nie zmienia zdania i mam cały rok na uzbieranie na tą konkretną rzecz :D

    ale wszystko to, o czym pisze nie zmienia faktu, ze jestem na naszym osiedlu dziwadłem nr 1 :)

    OdpowiedzUsuń
  15. nie przejmuj się, ja tam lubię takie dziwadła...... :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Cudeńka! Szczególnie dzbanuszek na drugim zdjęciu jest uroczy. Dobrze mieć taką "wariatkę" za płotem :)

    OdpowiedzUsuń