Who is watching me... :)

wtorek, 11 sierpnia 2009

Taka sobie historyjka...


Dzisiaj będzie opowiastka słodko-gorzka, jak to w bajkach zwykle bywa... Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie baaardzo wcześnie... Ale po kolei. Córka wyjechała do swojego studenckiego mieszkania na parę dni, więc dorwałam się bez przeszkód do komputera i dawaj !!! Będę modyfikować swojego bloga! (bo nic nie umiem prawie tu zrobić, chodzę po innych i paluchy z zazdrośći gryzę , że takie ładne...). Doznałam olśnienia i nauczyłam się dodawać albumy na Piccasie, hura!!! Siedzę więc sobie późnym wieczorem i dodaję fotki , tworzę własne archiwum i cieszę się jak nie wiem co ! Nawet poświęciłam film , na który od dłuższego czasu się czaiłam i oglądam go tylko jednym okiem i jednym uchem!(ps. ten film to "Obsługiwałem angielskiego króla"- pr. Czechy- zobaczę powtórkę dokładnie ). Robię te albumy i robię a komary tną jak szlag, bo na deszcz się zbiera, zatłukłam chyba z 15, a ona nadal w natarciu ( mojej Marty nie ma , w związku z czym na siebie biorę wszystkie ataki, bo jak jesteśmy we dwie, to po połowie nas tną równo!). Okolo 0.15 skończyłam pogryziona staram się nie drapać i nagle zauważam TO! Mam coś czarnego na grzbiecie stopy! Biorę lupę gapię się i nie bardzo widzę , czy to znamię czy kleszcz! Moje minus ileś tam i astygmatyzm nie pozwalają zobaczyć dokładnie co to jest, a swędzi już wszędzie! Idę budzić mojego TŻ ( z bólem , bo on tak wcześnie wstaje, o godzinie której dla mnie w ogóle nie ma !), ale budzę i proszę żeby zobaczył. Nie widzi rzecz jasna, ja zaczynam dłubać igłą (dostaję opieprz!). No i jedziemy na pogotowie. Na pogotowiu Pan Doktor (pewnie lekarz, ale doktor, nie?) śpi... W końcu wstaje i otwiera wrota, informuje, że pogotowie nie udziela popcy chirurgicznej po 22 - ha,ha.... Do szpitala ... Tam biorą mnie i ogląda : jedna Pani Doktor, nie widzi za bardzo, więc drugi, dość sędziwy baaardzo miły Pan doktor stwierdza że on "zna się na medycynie , a nie na kleszczach"...Jeszcze dwie młode dziewczęta czyt. "młode oczęta" ogladają i stwierdzają, że to PIEPRZYK!!! Jednak uff.....Wracamy do domu , ogladamy raz jeszcze pod lupą , "chyba to jednak kleszcz", "chyba jednak nie"- po chwili... I to by było na tyle! Mąż straszy mnie , że o 6 pojedziemy na pogotowie jeszcze raz, ale ja nie chcę o tym w ogóle słyszeć!!! "Idź spać Kochany , bo do pracy rano wstajesz" Ja sobię robię koronkę frywolitkową do 3.40 " żeby się wyciszyć". Ale dałam czadu , nie?A wszystko to przez tzw. "żabie ciało" !- jak mawia mój tata! Ledwo coś ukąsi już puchnie , alergiczne się robi... Tak więc jeśli chcecie mieć atrakcje nocne i jakąś przejażdżkę po północy, to zaproście mnie do siebie czasem... Mówię - "i śmieszno i straszno" cóż bywa...Pozdrawiam zdrowiutko !- chyba.... :)



4 komentarze:

  1. No ale jak się dziś czujesz? I co to w końcu było? Kleszcz? Bo jeśli tak to musisz koniecznie pójść do lekarza! Jakiegoś normalnego kurde! Bo z kleszczami to nie przelewki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pieprzyk chyba... Mam tego trochę , dlatego sama nie kojarzyłam , że tam też...Nic się nie dzieje, zaczerwienienia brak, więc spoko. Mieszkamy bardzo blisko lasu i jest pies, więc przewrażliwiona jestem na tym tle. W zeszłym roku też mnie coś "uchlało" w kolano, to surowicę misiałam brać i blizna do dziś, ehhh . Dzięki za troskę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu,oj uważaj słonko!!! ja to jak zwykle pewnie bym wydarła gdyby to był kleszcz jak zwykle kiedy mi się zdarzy jakiegoś załapać...ostatnio dla świętego spokoju zaszczepiłam się ..eh

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ przygodę miałaś z tym ,,kleszczem-pieprzykiem,,. Jak to mawiają - strzeżonego Pan Bóg strzeże - lepiej sprawdzić co i jak.
    Mój pies czasami łapie kleszcze ... takie ogrodowe jakieś bo las daleko. A mnie malutki robaczek wczoraj ,,ugryzł,, - też jakaś ogrodowa paskuda (mały czerwony ,,placuszek,, mam).
    Pozdrawiam cieplutko ...

    OdpowiedzUsuń