Who is watching me... :)

czwartek, 16 października 2014

Skrzacik raz... ;)

Ach, jak zwykle brak czasu na regularne prowadzenia bloga... Nadrabiam. :)
Dziś moja pierwsza nieudolna lala z rzeźbioną twarzą. Jest to swoista modyfikacja głowy robionej metodą waldorfską z rzeźbieniem na sucho w runie owczym. Muszę powiedzieć że poruszam się w temacie jak dziecko we mgle: zrobienie twarzyczki i obszycie tkaniną wierzchnią nie jest proste, kiedy chce się to zrobić w miarę poprawnie i estetycznie. Mój "skrzat" nawet dostał mianowany "brzydalem" oraz "porażką". Pomimo trudności myślę że jakoś z tematu udało mi się wybrnąć. Mam świadomość braków w technice i chciałabym jednak od fachowca się uczyć, bo do pewnych myków nie sposób samemu dotrzeć. Jestem kompletnym samoukiem, jeśli chodzi o techniki rękodzielnicze , ale tym razem postanowiłam skorzystać z profesjonalnego kursu. :) Dla mnie zgłębianie nowych technik to czysta przyjemność, więc i uczestniczenie w kursie sobie funduję w ramach sprawiania sobie frajdy. Kurs ma odbyć się po połowie listopada, sama jestem ciekawa jak wypadnie i na ile pozwoli mi rozwinąć skrzydła i popracować nad własną wersją lali kolekcjonerskiej.
Tymczasem wspomniany brzydalek  w odsłonie pt. "Skrzacik", bo jest też  drugie "wcielenie" owego. Właśnie pracuję nad fotkami, więc wkrótce nowa sesja.
 Zapraszam - buziaki. :)











piątek, 26 września 2014

Dziś: MiMi i jej miś :)

Zabrałam MiMi na ogródkową sesję. Tym samym mogę Wam zaprezentować dziewczynę w pełnej krasie. W którymś z następnych postów pokażę garderobę małej. :) Jest z tym nieco zabawy ale i frajda niemała z tworzenia. Dziś stosuję zasadę- minimum słów, maksimum zdjęć. Zatem proszę - oto Mimi i jej miś.
P.s.I. Ewelinko - pojawiły się!  :) Jest wnuk - mój ponad  życie ukochany: Jakub(lat 7). Tym bardziej mnie rozrzewnia temat , jak myślę... ;)
P.s.II. Asiu (bestyjeczko), a wiesz, że kiedy zapaliłam się do lal kolekcjonerskich od razu pomyślałam o Tobie? Pierwotnie zafascynowały mnie takie "podrzeźbiane" na bazie runa owczego formy i nawet na kurs się zapisałam, który to dziś się zaczyna w Warszawie, ale Organizatorka zamilkła i do mnie się nie odezwała... Więc postanowiłam sama rozgryzać co w trawie piszczy, łącznie z  formami "spersonalizowanymi" do czego nieśmiałe robię podejście też, a co?! Kto mi zabroni kosztować nowego? Niewykluczone że w zamyśle na Dolnym Śląsku kurs lali kolekcjonerskiej i o tym myślałam dla nas może... Ale jak widać, w międzyczasie można jakieś kroki poczynić w kierunku podążania do doskonałości czy, (lub),do wypracowania własnego stylu - do czego Ciebie zapraszam i zachęcam bardzo serdecznie. Jestem we Wro. b. często, (mamy mieszkanie w którym córka się urządza na stałe), tak że na kawkę i pogaduchy "pasyjne", zawsze - bywaj. :)
 p.s.III. miało być minimum słów... ehhhh - w następnych postach przedstawię proces powstawiania lal , bo to fascynujące wielce! (sama wciąż szukam postów , zdjęć w tematyce etc. i post o farbach, pamiętam.)
p.s. IV dziękuję za sugestie, zatem pozostaję przy blogu moim , powiedzmy: "prezentującym pełen wachlarz możliwości autorki"! ;) hihi ;) choć w kwestii lal, miałam pomysł na takie fajne logossssooo ;)
Serdeczności!
















piątek, 19 września 2014

jeśli milczę...

... dłuższy czas, znaczy to że nad czymś ślęczę... tiaaaa;)
Czyli zaległości w publikowaniu nowości rosną. 
Ale przejdźmy do rzeczy. Po pierwsze rzuciłam się w wir przemalowywania domowej przestrzeni, ponieważ odkryłam farby kredowe marki Annie Sloan. Farby są bardzo przyjemne moim zdaniem, można puścić wodze fantazji i metamorfozę "graciarni" przeprowadzić w tri miga. ;)
Ale ja nie o tym, raczej nie będę publikować zdjęć z malarskich projektów, chyba że będzie zapotrzebowanie na szczegółowe podzielnie się spostrzeżeniami oraz uwagami. Póki co daruję sobie temat, jest wiele blogów i miejsc poświęconych tym specyficznym farbom. Jednak jeśli są chętni na mój osobisty osąd, proszę o wpis w komentarzach, przygotuję stosowny wpis i fotki z przeprowadzonych przeze mnie metamorfoz.
Przechodzę do sedna, czyli co mnie fascynuje aktualnie, hihi ;) Płodozmian we mnie krzyczy i nakazuje zanurzyć się w NOWE. :)
No i tak jakoś wyszło , sama nie wiem skąd, że zapragnęłam robić lale kolekcjonerskie oraz lale Waldorfskie. Pociąga mnie cała filozofia związana z pedagogiką waldorfską, zabawki szczególnie, ponieważ jest to wyzwanie jak dla mnie stworzone wręcz: pojedyncze , indywidualne projekty, każda "sztuka" niepowtarzalna, tworzona "w rękach" bez szablonów i wzorów, dopracowane na maksa szczegóły. O samej technice i materiałach do tworzenia lal napiszę przy okazji. Dziś chcę się podzielić z Wami czymś cholernie osobistym. Otóż dumałam dlaczego właśnie lalusie mnie wołać zaczynają, dlaczego odchodzę od biżuterii jako głównego zajęcia, dlaczego teraz właśnie? Odpowiedź przyszła szybko, z mego wnętrza... W tym roku obchodzimy z małżem okrągłą rocznicę ślubu, wychowaliśmy 2 dziś dorosłe już córki. Dla mnie dzieci są i były motorem, motywacją, całym światem. Były i są wciąż, ale zatęskniłam do świata małych dziewczynek... Zatęskniło mi się do szycia, dziergania , plecenia włosków. Ehh... Zapragnęłam "dawać życie" istotkom szmacianym, wypełnionym owczym runem, zapragnęłam formować buźki, nadawać kształt i wymiar czemuś, co być może jakieś dziecko będzie tuliło w swych rączkach. Zapragnęłam tworzyć lale. Dziś zajawka mojej "pierworodnej" lali w stylu waldorfskim. Oto Mimi. Jest uszyta w całości, w tej chwili kompletujemy odpowiednią garderobę.
p.s. nie wiem jak temat lal się rozwinie, zapewne powinnam założyć tematycznego bloga, ale daję sobie jeszcze na to chwilę. Proszę o słówko komentarza, czy sensowne będzie zakładanie nowego bloga, czy nie rozdzielać spraw? Do tej pory u mnie miszmasz się pojawiał, bo stosując się do "brzytwy Ockhama" nie mnożę bytów ponad konieczność. Jednak tym razem mam wątpliwości czy może taka konieczność nie zachodzi? ;) Serdeczności. :)







piątek, 18 lipca 2014

geneza




 Jako się rzekło, dziś geneza powstania "motylopodobnego" tudzież "muchy". Podstawą był ceramiczny kaboszon, który wraz z kilkoma nie mniej urokliwymi, został mi sprezentowany w zabawie na "fejsie". Z miejsca pojawiła się chęć wykorzystania owego. Popatrzyłam, pomacałam, dałam się ponieść fantazji, o ile nie wizji szalonego twórcy, hihi. Kaboszonek został obszyty koralikami, dodałam cyrkonię. Skrzydełka wykonałam haftem 3D z użyciem pięknie cieniowanej  wstążki Shibori Silk + troszkę ręcznego haftu i koralików. Jako zwieńczenie projektu, na brzegach pojawił się haft , (do wykonania tego niewielkiego fragmentu użyłam 5 kolorów przędzy). Tak miej więcej wyglądała praca nad owadzim stworem. Dziękuję. :)