skip to main |
skip to sidebar
Te kolczyki zrobiłam na wymiankę fejsową. "Trafiła mi się" modelka-właścicielka że hej! :) Wczoraj zaprezentowane oficjalne w wymiankowej grupie, dziś mają swą premierę na blogu. Chyba się spodobały- przynajmniej ubrane przez Martę do zdjęcia, czyli choć raz noszone były już, hihi, więc u mnie pojawiło się wielkie: uffff! Wymiankowe niespodzianki robione są zawsze trochę na wyczucie, troszkę przy pomocy tzw. "preferków" - doza niepewności czy się spodobają towarzyszy nieodłącznie, lecz zabawa przy okazji jest przednia. Ja na swoją czekam, więc emocje w fazie wzrostu. ;)
... dziś będę, tak jest! ;) W zeszłym roku dostałam zaproszenie do zaprezentowania swoich prac w książce o technice haftu sutasz autorstwa Anety Valious,( miłośniczkom sutaszu pewnie doskonale znanej). Nie chwaliłam się, bo nie miałam pojęcia czy moje prace zostaną zakwalifikowane do druku. Wybrano dwie.:) Od rana się cieszę bo, dziś (a właściwie,wczoraj, jest już nowy dzień, kiedy to piszę!),otrzymałam egzemplarz na własność. Książka wydana przez Lark Jewerly&Beading to swoisty elementarz sutaszowej biżuterii. Znajdziecie tu 30 projektów o zróżnicowanym stopniu trudności wykonania - jest z czego wybierać. :) Wydana w j. angielskim, opisy dość proste i mnóstwo fotografii zapewne ułatwi odbiór nawet dla nieanglojęzycznych. Swoją drogą, być może doczekamy się przekładu na nasz język? Sutasz w Polsce trzyma się dzielnie, i Francji sutasz przeżywa swój renesans odrodzony w biżuterii. Moje prace, znajdują się w rozdziale "Gallery" jako inspiracja dla odbiorców. Znalazłam się w doborowym towarzystwie, miło że z Polski jest nas dwie, obok mnie : Aurus- Jadwiga Betley. Naszyjnik prezentowany w wydawnictwie jest moją własnością,co widać na załączonym obrazku - czyli foto pt. "czarownica w swej dziupli siedzi"... ;) No i ptasie kolce - czyli prace charakterystyczne dla mnie.
A na koniec, zapowiadałam wczoraj: naramienniki nowe uszyte takie oto. :)
p.s. znowu dzień po dniu post... ciekawe kto wpadnie dziś? Z resztą post o książce może niezbyt będzie cieszył się Waszą uwagą, bo od rana trąbię o tym na fejsie... hihi... Więc ci którzy "fejsowi" są, już miłe słówko podesłali- dziękuję serdecznie tym samym. :*. Nie można być pazernym na komplementy bez końca, o nie... ;)))


Alternatywa dla osób,(kobiet głównie, hihi), które nie noszą biżuterii lub chcą po prostu mieć coś oryginalnego, przykuwającego uwagę - zatem uszyłam zdobne naramienniki. Przyznam że "pomysł na" siedział mi w głowie jakieś pół roku, ale nie mogłam zabrać się za realizację. Za to jak już się zabrałam, wykonałam kilka par i szyję kolejną . ;) Więc niewykluczone że jeszcze od czasu do czasu pomęczę Was epoletami mojego autorstwa. Chyba wraca moda na dodatki militarne. W stylu "glamour"oczywiście, podobnie jak rzecz się miała w niezapomnianych latach 80... ehhh, lata mojej młodości... Parę dni temu obejrzałam po latach "Purple Rain" z Princem w roli główniej. Boszzzz, ta stylistyka, makijaże, nie do wiary(!) - lata 80 pełne kiczu w modzie - muzycznie fajne bardzo- do dziś hiciory trzymają się mocno. :)
Dzięki za odwiedziny i słowo komentarza. :*


... muszla Paua. Kocham to przenikanie barw, lśniący blask, niepowtarzalność rysunku oraz kolory występujące w macicy małża zwanego "uchowcem". Jak wyczytałam, ze względu na opalizujące barwy: niebieską, zieloną, fioletową, zielonożółtą - zwany jest morskim opalem, co zdaje się być bardzo trafnym określeniem. Poza tym jak wiadomo masy perłowe mają niezwykle korzystny wpływ na kondycję i wygląd naszej skóry - więc same pozytywy płyną z noszenia jej na sobie w postaci biżuterii. Hmmm, powiem że na rękodzielniczkę wytwarzającej ową biżuterię, muszla ma również niezwykle pozytywny wpływ... ;) Zatem, przyjemne z pożytecznym przedstawiam: naszyjnik z muszlą Paua na nośniku z lapis lazuli.
p.s. wciąż dzielnie walczę z deprechą oraz z nieustępliwą rwą za pomocą pracy, rzecz jasna! ;)